Dlaczego lubię pisać o miłości?
- Sarameda

- 12 sty 2023
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 12 gru 2025
"Pisać można o wszystkim i o niczym. To, że ładnie piszesz, nie znaczy, że inni będą to czytać. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób dobierasz słowa, jaki „kocyk” używasz do otulenia tego wszystkiego. I co najważniejsze – nie zapomnij o gorącej czekoladzie do tego."

Dlaczego lubię pisać o miłości?
Lubię pisać o miłości. Miłość jest piękna, ale jednocześnie na swój sposób niebezpieczna. Z jednej strony budzi do życia emocje delikatne i dobre, z drugiej potrafi wyciągnąć na wierzch to, co trudne, bolesne i negatywne.
Pisanie o emocjach sprawia mi przyjemność – nieważne, czy są dobre, czy złe. Psychika bohaterów jest dla mnie jednym z kluczowych elementów fabuły, bo pozwala lepiej zrozumieć ich motywy i decyzje w trakcie historii. Dzięki temu czytelnik może odnaleźć w nich cząstkę siebie i poczuć specyficzną więź z bohaterem.
Jakie są rodzaje miłości?
Nie jest łatwo pisać o miłości, bo nie ma jednego jej oblicza. Dlatego w swoich opowiadaniach i sesjach RPG sięgam po różne rodzaje miłości, inspirowane m.in. klasycznymi greckimi podziałami:
Agape – miłość bezwarunkowa, altruistyczna, dostępna tylko nielicznym; ta, którą czuje się całym sobą.
Eros - miłość cielesna i romantyczna, pełna pożądania, której potęgi łatwo nie okiełznać.
Philia - miłość przyjacielska, pełna zaufania i bliskości, bez podtekstów.
Filautia -miłość do samego siebie, nie egoizm; akceptacja tego, kim się jest.
Storge - czuła, rodzicielska miłość, oparta na więzi i poczuciu bezpieczeństwa.
Pragma - dojrzała, trwała miłość, która przetrwała próbę czasu.
Ludus- zauroczenie, motyle w brzuchu, ekscytacja początkiem relacji.
Mania - obsesyjna, niebezpieczna miłość, która potrafi prowadzić do zazdrości i szaleństwa.
Każdy z tych rodzajów miłości wymaga innego języka i innej wrażliwości w opisie. To nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać, szczególnie gdy postacie zaczynają „życie własnym życiem” i same decydują o swoich uczuciach.
Miłość, która nie wybiera
Dobrym przykładem takiego zawirowania jest historia dwóch moich postaci: Alberto i Abrahama. Początkowo mieli się tylko znać – Alberto był mentorem kuzynki Abrahama – i nic nie wskazywało na to, że ich relacja przerodzi się w coś głębszego.
Motyw rozwinął się spontanicznie i pozwolił mi poruszyć ważny i jakże aktualny temat: jak radzić sobie z miłością do osoby tej samej płci i jak stawić czoła braku akceptacji. Pisanie z perspektywy kogoś, dla kogo związki jednopłciowe są czymś naturalnym, oraz kogoś, kto nie jest na to gotowy, okazało się sporym wyzwaniem. Abraham zawsze gustował w kobietach, był nawet zaręczony, a jednak poznanie Alberto wywróciło jego świat do góry nogami.
Na początku ich znajomość opierała się na docinkach, murach i wzajemnym dogryzaniu. Dopiero z czasem zauważyłam, że „mają się ku sobie” i zażartowałam do współgraczki, że będzie zabawnie, jeśli ta dwójka się zejdzie. I… nie pomyliłam się. Jedna sesja, jedno spotkanie sam na sam, jeden skradziony pocałunek – i lawina ruszyła.

Kolejne sesje krążyły wokół tego, jak Abraham próbuje sobie poradzić z tym, co czuje. Czy taki związek „pasuje” do jego munduru, zasad, rodziny, armii? Często długo zwlekałam z odpisem, bo musiałam najpierw zrozumieć, co dzieje się w jego głowie, zanim przelałam to na tekst. W ten sposób Alberto i Abraham na stałe weszli do mojego autorskiego świata, stając się ważnym elementem Kronik.
Realizm w opisywaniu miłości
Pisząc o tej relacji, wiele razy kasowałam całe fragmenty tekstu, gdy czułam, że są sztuczne albo zbyt „wygładzone”. Miłość w historii – tak jak w życiu – nie jest idealna, a poza samym uczuciem wpływa na nią masa innych czynników: wychowanie, przekonania, strach, oczekiwania otoczenia.
Sytuacja z Alberto i Abrahamem była pierwszą taką, gdy wątek romantyczny wyszedł całkowicie spontanicznie, bez wcześniejszego planu „kto z kim będzie”. Tak mi się to spodobało, że dziś dużo częściej pozwalam postaciom, aby same decydowały o swoich uczuciach, nawet w krótkich opowiadaniach i sesjach RPG. Zostawiam miejsce na nieoczekiwane zwroty akcji, bo to one dodają historii życia i autentyczności.
Czytelnicy właśnie tego potrzebują – emocji, napięcia, wrażenia, że ta miłość naprawdę „żyje”. Moja współgraczka, autorka kuzynki Abrahama, z czasem stała się ich największą fanką i nie mogła doczekać się kolejnych odpisów oraz krótkich opowiadań z ich udziałem. To dla mnie sygnał, że nawet trudna, nieoczywista miłość może poruszać serca, jeśli jest opisana szczerze i realistycznie.
Nie twierdzę, że jestem mistrzem pisania o miłości – przede mną jeszcze długa droga. Ale ta spontaniczność, nieoczekiwane zwroty akcji i możliwość przelewania emocji bohaterów na papier sprawiają mi ogromną przyjemność. Właśnie dlatego lubię pisać o miłości.




Komentarze